Archive for the 'szuflada' Category

[ letnie przesilenie słońca ]

jeśli jeszcze nie wiesz kim jestem, to ci powiem, że jestem cyrkiem objazdowym. tu mi chrzęści, tam telepie, tu mi skrzypi, a tam powiewa. jak to cyrk. ale pewne cyrki trzeba przestać ciągnąć, bo w końcu przestają być zabawne, a robią się śmieszne. i wtedy już zapomina się, dokąd się jedzie – pamięta się tylko, że coś się wkręciło w koła wozu.

z rana, kiedy wierni wybierali się do kościoła, ja jechałam w odwrotną stronę – na przeczyszczenie metaforycznej wnętrzności. odbyło się ono przy akompaniamencie młodych kacząt i państwa młodych (imitujących w krzakach płomienne emocje środkami wyrazu rodem z klanu), zgodnie z założeniem pozbawiło pewnego jak się okazało całkiem zbędnego balastu i przypomniało o istotności wypracowania sobie w życiu odpowiedniej dawki trzeźwego egoizmu. tak, żeby się nie dać zwariować. proces bolesny, lecz dający pewien spokój myślenia w zakresie słuszności podjętych decyzji. kiedy pchałam rower w stronę wyjścia, bo alejka była nie-rowerowa, przemówiła do mnie jakaś zakonnica tekstem wielce enigmatycznym: “a co, jak mi odlecisz?”. nie zrozumiałam – może miało to jakiś wymiar, o którym nic nie wiem, a może się po prostu przesłyszałam. potem za resztę bilonu kupiłam sobie lemoniadę, czereśnie i dużego rogala, wymieniłam pokaźną sumę euro na monstrualną sumę złotych polskich – będą na naprawę laptopa i nowe firanki, odwiedziłam znajomego, który uświadomił mi, że jeszcze istnieją ludzie z pełną lodówką i szafką oferującą co najmniej cztery rodzaje herbaty, zjadłam owemu znajomemu zdecydowaną większość czekolady czarnej z orzechami oraz sałatkę, którą sporządził i podał niczym szef kuchni włoskiej, otrzymałam wstępną propozycję pracy moich marzeń na lato, takiej związanej ze szlajaniem się po francji i byciem podróżniczką, i chociaż zasadniczo miałam w planie dnia przewidziane płacz i rozpacz – nie wyszło. ostatecznie zrobiłam coś dla swojego dobra, a to nie powinno doprowadzać do płaczu, choćby była taka pokusa. 

nota bene post scriptum ale jaja: wczoraj z rana ktoś wydziera się z dołu, że jakiś pan do zosi właściwej. zosia zaspana nieprzytomna zczłapuje na dół, a w drzwiach nikt inny jak adam o. : “dzieńdobry, czy chciałaby pani sprzedać ten samochód tutaj? ja bym jutro dał pieniądze…”

tydzień z jednorazówką

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

Next Page »


 

November 2009
M T W T F S S
« Oct    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30