Archive for February, 2009

śledziowanie

Photobucket
Photobucket
Photobucket
*     *     *
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
PhotobucketPhotobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
PhotobucketPhotobucket
Photobucket

Advertisements

language pub

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

raport z tygodnia

piątek – pingwin robi kupę, kula robi zupę

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

sobota – wieżyca, soczewica, pinta, akurat

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

środa – kama dama wróciła z bergen

Photobucket

tłusty czwartek – brązowy syr, lepkie pączki, wieżyca, decha

Photobucket
Photobucket
*     *     *
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

sobota – egzamin, zdrowa żywność, zdrowa siesta, pan tadeusz, głupawa, różowa impreza, droga taksówka

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
*     *     *
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

[…]

EWCIA, KOCHAM CIę STRASZNIE.

u

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
…a na końcu flashtime:
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

selgros – nigdy więcej

Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket
a to są zdjęcia nielegalne, które pan kierownik kazał mi skasować, ale go przechytrzyłam i dwa się ostały. nie zobaczycie więc nas w strojach marokanki, czarownicy, meksykanina, renifera ani biedronki.
a szkoda, bo renifer bardzo twarzowy.
Photobucket
Photobucket

drogi panie psychoanalityku…

śniło mi się, że z zdh, kulą i kubą pojechaliśmy do brukseli i chcieliśmy tam iść na jakiś spektakl, który grali w takim małym, dosyć obskurnym teatrze. chłopcy już poszli usiąść na widowni, a ja miałam dojść za chwilę, bo coś jeszcze chciałam zrobić, chyba pójść siusiu, ale kolejka do łazienki była strasznie długa, więc wyszłam na zewnątrz. zaczęłam iść chodnikiem wzdłuż linii tramwaju i nagle zaczepiła mnie jakaś idąca z naprzeciwka kobieta w łachmanach, która na mój widok wyciągnęła palec wskazujący i wykrzyknęła „za krótkie!” celując tym palcem we mnie, co w śnie było przeżyciem mocno traumatycznym i powodującym grzęźnięcie śliny w gardle. następne co pamiętam, to że byłam w jakiejś kafejce internetowej, a na gadu z opisu kuby wysypywało się na innych ludzi z listy kontaktów pełno animowanych żółtych buziek, które lądowały na dnie ekranu. potem znów znalazłam się w teatrze, z tym że od tamtego momentu w mojej głowie to już nie był teatr w brukseli, tylko gdzieś na ukrainie. zanim poszłam do toalety wyciągnęłam komórkę, na której okazało się że dostałam pięcioczęściowego smsa od przemka, ale jak zaczęłam go czytać, to z komórki zaczął się wylewać pomarańczowy, rdzawy płyn i wyszłam przed teatr żeby w normalnym świetle wylać toto z telefonu, wyjąć i wsadzić jeszcze raz kartę sim i baterię na miejsce. i wtedy zdałam sobie sprawę, że płyn z komórki wylałam na laptopa(nie wiem co tam robił laptop), który chociaż początkowo był mój, to nagle okazał się być laptopem kuby, co mnie strasznie przeraziło. wzięłam laptopa pod pachę i wleciałam z powrotem do środka.
a tam na wąskich drewnianych schodkach zrobił się tłok i okazało się że to już entr’acte, przed toaletą zrobiła się znowu kolejka, a na mnie wpadł jakiś kudłaty muzyk z pokrowcem po instrumencie na plecach. powiedziałam mu, że czuję się dzisiaj jakbym była fikcyjna, na co on spokojnie odpowiedział, że być może tak jest. minęli nas jego koledzy muzycy, którzy okazali się być też moimi kolegami z francji i wbiegli po schodkach z powrotem do góry w kierunku tego, co w moim wyobrażeniu było bocznymi lożami dla ubogich. muzyk położył rękę na moich plecach, popchnął mnie lekko i weszliśmy po schodkach razem z resztą do czegoś, co najpierw wyglądało jak nawa wąziutkiego, prawosławnego kościoła, cała oświetlona świeczkami i wypełniona ukraińskimi babulinkami w kolorowych chustach i białych, lnianych tunikach, a potem przeistoczyło się w lożę – z przodu było słychać śpiew i widać oświetlony tył sceny. kiedy zaczęliśmy się przeciskać między obfitymi biustami babulinek do przodu, rzędy drewnianych ławek zmieniły się nagle w fotele pekaesu i oto okazało się, że jedziemy sobie nierówną drogą po słonecznej, biednej, pełnej bawiących się na podwórkach dzieci ukrainie. muzyk gdzieś zniknął, a z przodu autobusu, tuż za kierowcą spotkałam zosię i kamę. usiadłam w drugim rzędzie obok tęgiego, spoconego pana w białym przepoconym marcelu i pokazałam dziewczynom czarną, przemieszczającą się plamkę na swojej ręcę. spytałam się czy też ją widzą, czy to ja mam jakieś zwidy. też ją widziały. potem chciałam sięgnąć do komórki odczytać zaległego smsa, ale się obudziłam.
tuwa-045
a niebo na ukrainie miało co najmniej cztery kolory naraz.
taki to był sen.